niedziela. dlugi spacer po miescie, teraz dalej do roboty.
zastanawiam sie nad tym o co wczoraj spytal mnie Maciek. Po co pisze tego bloga. I nie potrafie odpowiedziec na to pytanie. Moze siedzi we mnie jakis ekshibicjonista? Wlasciwie zaczelo sie tylko od obrazkow, ale od jakiegos czasu tekstu przybywa a wpisy staja sie coraz bardziej osobiste. Nie wiem dlaczego to pisze. Moze chce sie wykrzyczec, moze mam ten etap ktory inni ludzie przechodza gdy maja po 16 lat? Moze podswiadomie licze na litosc, niech mnie ktos poglaszcze po glowce, przytuli? Moze licze na to ze Ona to przeczyta? Jest to o tyle dziwne ze nigdy nie rwalem sie do dzielenia sie takimi przezyciami. Nie mam pojecia, wiem tylko ze nie przestane pisac dopoki nie wstane ktoregos dnia i od rana do wieczora nie pomysle o Niej ani razu. Wtedy bede wolny.
Na razie jednak mieszam sobie kijem w bebechach i to co wygrzebie wrzucam tutaj. Niech to bedzie takie archiwum. Mam nadzieje ze bede mogl kiedys wrocic do tych wczesnych wpisow i zsikac sie ze smiechu.
tyle na dzisiaj.
byle do jutra.
niedziela, 31 stycznia 2010
31of365
sobota, 30 stycznia 2010
30of365
sobota. kupilem gacie na siłke, heh. Od poniedzialku zaczynam systematycznie wypruwac z siebie flaki. Na poczatek 3 razy na tydzien, potem sie zobaczy. Taka terapia. Mam nadzieje ze dostane jakis plan ktorego mam sie trzymac czy cos podobnego. W sumie to miejsce wyglada porzadnie, nie jakas karkownia czy inna speluna. Zobaczymy.
Pochodzilem chwile po centrum, nie bardzo w nastroju do robienia zdjec, zanim zaszlo slonce zdazylem pstryknac zaledwie kilka. Ale zawsze to cos. Jutro moze gdzies pojade to zrobie wiecej. Przede mna dlugi wieczor i mnostwo mozliwosci, kazda bardziej monotonna i bezsensowna od poprzedniej :) Na razie dokoncze koncept, potem sie zobaczy.
w glowie kolacze sie ciagle to samo, a drzwi do domu probowalem otworzyc biletem tramwajowym.
byle do jutra.
piątek, 29 stycznia 2010
29of365
obejrzalem sobie wczesna wersje historii polski ktora robimy na expo, a przy ktorej pracowalem przez ostatnie miesiace. wyglada zajebiscie. naprawde daje rade, chinczyki sie podnieca, mimo ze nic kompletnie z niej nie skumaja... Prawde mowiac nawet ja niewiele rozumiem ;) Pod wieczor kebab z Damianem na targu niedaleko firmy.
Maziam tego koncepta ale zaczyna kiszka wychodzic, musze sie wziasc w garsc bardziej.
Wieczor jak inne, ponury. Nie wyslalem tego maila jeszcze. Moze go jeszcze przeredaguje. Nie wiem. Dzisiaj juz najgorsze mam za soba, teraz staram sie o tym wszystkim nie myslec.
Musze znalezc cos do roboty w weekend, nie mam pojecia co. Ciezko jest wykrzesac ochote na cokolwiek, pewnie pojde robic zdjecia.
byle do jutra.
czwartek, 28 stycznia 2010
28of365
Dzisiaj krótko w pracy, przyszedlem, puscilem render, wrocilem. W domu skonczylem animatik, zaraz zabieram sie za koncept.
Zippo na zdjeciu to prezent od Kuby. Po prostu wpadl do pokoju, usciskal, powiedzial ze to na poprawe humoru.. Wiedzial ze moje stare zippo dostalem od Niej, i jest to chyba ostatnia pamiatka jaka zatrzymalem. Ale nie wyrzuce jej. Jeszcze nie.. A moze nie bede musial?
Ten gest naprawde mnie wzruszyl, majac takich ludzi dookola czuje sie razniej, na chwile zapominam o tej wyrwie ktora mam w sercu.
Zastanawiam sie czy napisac do Jej rodzicow. Nie zebym jakos chcial wplynac za ich pomoca na Jej decyzje, ktora przeciez zapadla juz dawno i jest nieodwracalna.. Ale czuje ze jestem im winien podziekowania. Mimo ze spotkalem sie z nimi moze z 10 razy, moze mniej, ale jednak goscili mnie u siebie w domu, uczestniczylem przez krotki ale fantastyczny czas w ich zyciu. Troche jak w drugiej rodzinie, czulem sie tam bezpiecznie. Byli, w pewnym sensie chyba nadal sa, waznymi dla mnie ludzmi. I juz samo to sprawia ze czuje sie zobowiazany im podziekowac.
Nie wiem, przespie sie z ta decyzja.
teraz dalej praca a potem spac.
byle do jutra.
środa, 27 stycznia 2010
27of365
Ostatnie poprawki do animatiku, pokazalem damianowi, chlop sie zna. Zwrocil mi uwage na pare drobiazgow, zmiekczam sklejki, bawie sie noisem na kamerze.. Zaczyna to wygladac tak jak trzeba. Mimo ze to smieszny 30-sek. spot do TV, to jednak jest tylko i wylacznie moj. Wszystko od poczatku do konca zalezy tylko ode mnie, i to jest dobre uczucie ktorego nie mialem od dawna.
Kolejny wieczor przemyslen. Zupelnie bezsensownych. Strasznie ciezko wyciagnac te wszystkie korzonki, ktore zapuscila. Jeszcze ciezej jest zniesc mysl ze ja nie zapuscilem zadnych, lub prawie zadnych w niej. Ze nie dala im wrosnac, nie robila nic zeby je utrzymac..
Kochalem to ze funkcjonowalismy troche po hippisowsku, robilismy to co chcielismy gdy tego chcielismy, bez wiekszych zmartwien, intensywnie, spontanicznie.. w balaganie, niedosypiajac.. jezdzac do poznej nocy po miescie zeby pojsc na lody do maka.. Wiem ze to wszystko jest naiwne, ale boje sie ze nie zainteresuje soba dziewczyny z ktora moglbym znowu tak zyc... A brakuje mi takiego zycia. Brakuje mi chaosu, przypadku...
Na studiach bylem zawsze z boku. Potem skupiony tylko na swoim i Kuby filmie... gdy pojawila sie ona staralem sie to wszystko nadrobic, nie odpuscilismy zadnej wystawie, zwiedzalismy nasze miasto, odkrywajac je od nowa.. Cholera tak duzo robilismy..
A potem powoli przestalo jej to sprawiac radosc...
Pamietam jak z przejeciem opowiadala rodzicom co dzisiaj ze mna zobaczyla.. Naprawde czulem sie tam jak w drugiej rodzinie.
Kochalem to, ze byla taka mloda, ze byla otwarta, czysta ksiega, ktora razem moglismy zapisywac.. Tylko ze okazuje sie ze ta ksiega ma bardzo wyrazne rozdzialy...
Wiem. Naiwnosc i drama az sie saczy, ale tak sie teraz cholera czuje. I ta pieprzona pompka ktora napierdala po zebrach nie pozwala takiej szarej gabce nieco wyzej dojsc do glosu..
Teraz musze powiesic pranie i sie troche poruszac. Byle nie odwrotnie.
byle do jutra.
wtorek, 26 stycznia 2010
26of365
wtorek. Animatik prawie skonczony, jutro ostatnie timingi.. Zajelo mi to sporo czasu, wiecej niz myslalem, ale dawno nie bawilem sie czyms ruchomym, wiec w sumie nic dziwnego..
Wracajac z Kuba do domu tramwajem po raz enty rozmawialem na wiadomy temat. Chyba powoli zaczynam sie godzic ze strata. Mimo ze to nic nowego i jestem jednym z tysiecy ktorzy przechodza przez to kazdego dnia to jednak to uczucie odrzucenia gdy wlozylo sie tak wiele bywa ponad moje sily. Mimo ze mam dookola mnostwo wspanialych ludzi wciaz sa okresy gdy czuje sie potwornie niepotrzebny. Takie cos potrafi kompletnie zabic jakakolwiek pewnosc siebie. Kuba mowi: "stary, ciesz sie - to glupia baba, niewarta Ciebie, powinna isc na terapie" - i podejrzewam ze ma sporo racji - jak ktos, kto pewnie juz nie pamieta jak sie nazywam moze byc warty takich uczuc?
Czasem sie ludze - zastanowi sie, przemysli, wroci.. ale prawda jest taka ze bylem zaledwie smiesznym epizodem w jej pokreconym zyciu, epizodem jakich miala wiele i bedzie miec jeszcze wiecej, bo ona sie nie zmieni. Liczylem na to, ze ta bezwarunkowa milosc jaka ja otoczylem, ta stalosc, pewnosc, jakos ja ustabilizuje.. Ale tak sie nie stalo. Staram sie tego nie analizowac, jedno jest pewne, przestalem byc potrzebny. Zaczynam watpic czy jej uczucie bylo kiedykolwiek prawdziwe.. chociaz nie, nie wolno mi tak myslec.
Masa rzeczy przelatuje mi ostatnio przez glowe.. Czy moglbym jeszcze walczyc? Zrobilem juz tak wiele, czy jest jeszcze cos co moglbym zrobic zeby wrocila? A nawet jesli by wrocila - to na jak dlugo?
Tak chcialbym wiedziec czy u niej wszystko ok. Jak sobie radzi na studiach, jak z mieszkaniem, jak sprawuje sie jej auto w ta zime.. A przy okazji wiem ze gdyby nawet zaistnial jakis kontakt to ja i tak bede beznadziejnie szukal jakiegos zaczepienia w nadziei ze znowu rozpale ta iskre, ze znowu cos w niej peknie, zaplonie... Ale spodziewac sie moge najwyzej ostrych slow, albo tego obojetnego tonu ktory tyle razy slyszalem gdy rozmawiala z kims obcym przez telefon.
Jest to bez watpienia najgorszy czas w moim zyciu. Wiem ze na absolutnej skali nieszczescia to co przezywam to smiech i pryszcz, ale kurwa naprawde nie sadzilem ze to bedzie az tak bolec. Trzeci miesiac wyrwany kompletnie z zyciorysu. Robie rozne rzeczy, staram sie jak moge ale to gowno wraca znowu i znowu.
Nawet teraz, po tym wszystkim co zrobila i tak przyjalbym ja z powrotem i kochal nadal tak samo mocno. Naiwnosc? Glupota? Nie mam pojecia.
tyle na dzisiaj, jestem strasznie zmeczony.
byle do jutra.
poniedziałek, 25 stycznia 2010
25of365
wrocilem z kluczborka. mroz potworny, a w polaczeniu z brakiem snu - mieszanka palce lizac. W pracy nienajgorzej, wieczor.. smutny, nie bede sie oszukiwac. Na szczescie zmeczenie robi swoje, zaraz padne.
no chyba ze wczsniej sciagnie sie film.
tak czy inaczej..
byle do jutra.






